Na książkę trafiłem przypadkiem będąc na targach książki w Krakowie. Jako "starego blogera" zainteresował tytuł. Przy okazji spotkałem samego autora: siedział obok Adama Michnika i obaj wpisywali autografy i dedykacje- mam więc egzemplarz z autografem. Bocheńskiego bliżej nie znałem, bo i obszar antyku nie leży w swerze moich zainteresowań, niemniej ciekaw byłem co starszy pisarz (1926) z kartą opozcyjną ma do powiedzenia dzisiaj na swoim blogu (książka jest przedrukiem bloga publikowanego na blox.pl). Cóż powiedzieć? - nie kazdy blog nadaje się na książkę - to jest inny rodzaj twórczosci, to nawet trudno nazwać dziennikiem. Jak sam autor widzi we wstępie: "pisać blog to znaczy pisać cokolwiek o czymkolwiek. Bez planu, formy i konstrukcji. Bo głównie znaczy to istnieć, nie tle nawet pisać, ile potwierdzac swoje ego:ja jestem". Pisze też: "mógłbym jednak przyjąć, że to świątynia wyznań". I to co Bocheński pisze, to pochodna tych dwóch poglądów: jest więc o osiedlu, o twórczości, o problemach wydawniczych, o antyku, o ptaszkach, o kwiatkach na balkonie, o udzielaniu wywiadów, jest trochę wspomnień - takie tam... LC 4/10środa, 11 kwietnia 2018
Blog
Jacek Bocheński
Na książkę trafiłem przypadkiem będąc na targach książki w Krakowie. Jako "starego blogera" zainteresował tytuł. Przy okazji spotkałem samego autora: siedział obok Adama Michnika i obaj wpisywali autografy i dedykacje- mam więc egzemplarz z autografem. Bocheńskiego bliżej nie znałem, bo i obszar antyku nie leży w swerze moich zainteresowań, niemniej ciekaw byłem co starszy pisarz (1926) z kartą opozcyjną ma do powiedzenia dzisiaj na swoim blogu (książka jest przedrukiem bloga publikowanego na blox.pl). Cóż powiedzieć? - nie kazdy blog nadaje się na książkę - to jest inny rodzaj twórczosci, to nawet trudno nazwać dziennikiem. Jak sam autor widzi we wstępie: "pisać blog to znaczy pisać cokolwiek o czymkolwiek. Bez planu, formy i konstrukcji. Bo głównie znaczy to istnieć, nie tle nawet pisać, ile potwierdzac swoje ego:ja jestem". Pisze też: "mógłbym jednak przyjąć, że to świątynia wyznań". I to co Bocheński pisze, to pochodna tych dwóch poglądów: jest więc o osiedlu, o twórczości, o problemach wydawniczych, o antyku, o ptaszkach, o kwiatkach na balkonie, o udzielaniu wywiadów, jest trochę wspomnień - takie tam... LC 4/10
Na książkę trafiłem przypadkiem będąc na targach książki w Krakowie. Jako "starego blogera" zainteresował tytuł. Przy okazji spotkałem samego autora: siedział obok Adama Michnika i obaj wpisywali autografy i dedykacje- mam więc egzemplarz z autografem. Bocheńskiego bliżej nie znałem, bo i obszar antyku nie leży w swerze moich zainteresowań, niemniej ciekaw byłem co starszy pisarz (1926) z kartą opozcyjną ma do powiedzenia dzisiaj na swoim blogu (książka jest przedrukiem bloga publikowanego na blox.pl). Cóż powiedzieć? - nie kazdy blog nadaje się na książkę - to jest inny rodzaj twórczosci, to nawet trudno nazwać dziennikiem. Jak sam autor widzi we wstępie: "pisać blog to znaczy pisać cokolwiek o czymkolwiek. Bez planu, formy i konstrukcji. Bo głównie znaczy to istnieć, nie tle nawet pisać, ile potwierdzac swoje ego:ja jestem". Pisze też: "mógłbym jednak przyjąć, że to świątynia wyznań". I to co Bocheński pisze, to pochodna tych dwóch poglądów: jest więc o osiedlu, o twórczości, o problemach wydawniczych, o antyku, o ptaszkach, o kwiatkach na balkonie, o udzielaniu wywiadów, jest trochę wspomnień - takie tam... LC 4/10sobota, 7 kwietnia 2018
Wyszedł z siebie i nie wrócił
Tomasz Jastrun
Dawno mi się tak dobrze nie czytało! Pana Tomasza Jastruna kojarzę z kiku psychologizujących felietonów w Zwierciadle, które gdzieś tam kiedyś przeczytałem, niemniej nie mogę powiedzieć, że "znam"... raczej tylko "kojarzę". Wiem, że ma w swoim życiu piękną kartę opozycyjną, kartę depresyjną i że jest poetą - dzieckiem dwojga poetów. Nie znam jego poezji ani wcześniejszych felietonów pisanych dla paryskiej Kultury - a szkoda - kiedyś chętnie poznam. Postać malarza Franciszka to - można przypuszczać - alter ego autora- pięćdziesiąt sześć lat i trudny moment życia - pijąca żona, kariera zawodowa w zawieszeniu (nie nadąża za trendami), dużo wspomnień (również tych kombatancko-opozycyjnych) i brak jasnych widoków na przyszłość, do tego idzie starość i w ogóle wszystko jest do dupy. Bohater jest w ewidentym kryzysie, jak i cały świat, w którym żyje. Ale mamy ten kryzys podany w omaście z fajnego, z lekka ironicznego humoru.
Dawno mi się tak dobrze nie czytało! Pana Tomasza Jastruna kojarzę z kiku psychologizujących felietonów w Zwierciadle, które gdzieś tam kiedyś przeczytałem, niemniej nie mogę powiedzieć, że "znam"... raczej tylko "kojarzę". Wiem, że ma w swoim życiu piękną kartę opozycyjną, kartę depresyjną i że jest poetą - dzieckiem dwojga poetów. Nie znam jego poezji ani wcześniejszych felietonów pisanych dla paryskiej Kultury - a szkoda - kiedyś chętnie poznam. Postać malarza Franciszka to - można przypuszczać - alter ego autora- pięćdziesiąt sześć lat i trudny moment życia - pijąca żona, kariera zawodowa w zawieszeniu (nie nadąża za trendami), dużo wspomnień (również tych kombatancko-opozycyjnych) i brak jasnych widoków na przyszłość, do tego idzie starość i w ogóle wszystko jest do dupy. Bohater jest w ewidentym kryzysie, jak i cały świat, w którym żyje. Ale mamy ten kryzys podany w omaście z fajnego, z lekka ironicznego humoru.wtorek, 27 marca 2018
Farba znaczy krew
Zenon Kruczyński
Bardzo ważna książka w dobie dyskusji nad barbarzyństwem jakim jest współczesne myślistwo. Tym ważniejsza, że autor sam był myśliwym, pochodzi z rodziny z myśliwskimi tradycjami i zna to środowisko od podszewki. I - choć nie lubię tego słowa, tutaj muszę go użyć : jest to niezwykłe ś w i a d e c t w o. Lektura tej książki nie jest przyjemna - zwłaszcza dla miłośnika przyrody, którą myśliwska klika zamienia w swoje poletko hodowlano-strzeleckie i w imię "tradycji", przyjemności i krwawego hobby dokonuje dzieła regularnego zniszczenia. Autor z jednej strony przedstawia argumenty myśliwych za uprawianiem swojego procederu (z podstawowym o "utrzymaniu równowagi w przyrodzie"), z drugiej: precyzyjnie je obala na wielu płaszczyznach, powołując się nie na przekonania (to jest często u myśliwych), ale na rzetelną wiedzę i badania naukowe. W drugiej części książki ciekawe rozmowy -między innymi z żonmi myśliwych oraz terapeutką uzależnień (myślistwo jako nałóg - sic!). Na koniec cytat z jednej z rozmów (z roshi Sunyą Kjolhede):
Bardzo ważna książka w dobie dyskusji nad barbarzyństwem jakim jest współczesne myślistwo. Tym ważniejsza, że autor sam był myśliwym, pochodzi z rodziny z myśliwskimi tradycjami i zna to środowisko od podszewki. I - choć nie lubię tego słowa, tutaj muszę go użyć : jest to niezwykłe ś w i a d e c t w o. Lektura tej książki nie jest przyjemna - zwłaszcza dla miłośnika przyrody, którą myśliwska klika zamienia w swoje poletko hodowlano-strzeleckie i w imię "tradycji", przyjemności i krwawego hobby dokonuje dzieła regularnego zniszczenia. Autor z jednej strony przedstawia argumenty myśliwych za uprawianiem swojego procederu (z podstawowym o "utrzymaniu równowagi w przyrodzie"), z drugiej: precyzyjnie je obala na wielu płaszczyznach, powołując się nie na przekonania (to jest często u myśliwych), ale na rzetelną wiedzę i badania naukowe. W drugiej części książki ciekawe rozmowy -między innymi z żonmi myśliwych oraz terapeutką uzależnień (myślistwo jako nałóg - sic!). Na koniec cytat z jednej z rozmów (z roshi Sunyą Kjolhede):
"...zabijając zwierzęta w dużym stopniu zabijamy też siebie. Po prostu! Na głębokim poziomie zabijamy samych siebie niszcząc pełen współczucia i wrażliwości rdzeń własnej istoty, zamiast go wzmacniać."
środa, 21 marca 2018
Uprawa roślin południowych metodą Miczurina
Weronika Murek
Głośny debiut, książka nominowana do najważniejszych nagrod . I choć bardzo jestem ciekaw kolejnych książek młodziutkiej autorki nie do końca podzielam entuzjazm recenzentów - na Lubimy Czytać oceniłem 5/10. Trzeba jednak przyznać, że pani Weronika wyobraźnię ma nieprzeciętną i ogromny potencjał. Historie w tym niewielkim zbiorku opowiadań są absurdalne, surrealistyczne, nieprawdopodobne i realistyczno-magiczne. Czyta się z lekkim uśmiechem i zaciekawieniem, bo na każdej kolejnej stronie może wydarzyć się coś zupełnie nieoczekiwanego. Samo zestawienie postaci wydarzeń jest zaskakujące - że wymienię tu nieżywą Marię wciąż żyjącą wśród żywych (z najciekawszego moim zdaniem pierwszego opowiadania) , czy niedosłyszącą Matkę Boską gapiącą się w telewizor i robiącą skarpety na drutach - niemniej z tyłu głowy kołacze się pytanie - po co? i jak to w lekturze szukanie jakiejś głębi, drugiego dna, czegoś , co by w człowieku zostało. Zostało we mnie zdziwienie, zaskoczenie i właśnie ten uśmiech - taki, który pojawia się wtedy, gdy patrzy się na kogoś , kto robi coś bardzo dziwnego i pyta "co on brał?"
Głośny debiut, książka nominowana do najważniejszych nagrod . I choć bardzo jestem ciekaw kolejnych książek młodziutkiej autorki nie do końca podzielam entuzjazm recenzentów - na Lubimy Czytać oceniłem 5/10. Trzeba jednak przyznać, że pani Weronika wyobraźnię ma nieprzeciętną i ogromny potencjał. Historie w tym niewielkim zbiorku opowiadań są absurdalne, surrealistyczne, nieprawdopodobne i realistyczno-magiczne. Czyta się z lekkim uśmiechem i zaciekawieniem, bo na każdej kolejnej stronie może wydarzyć się coś zupełnie nieoczekiwanego. Samo zestawienie postaci wydarzeń jest zaskakujące - że wymienię tu nieżywą Marię wciąż żyjącą wśród żywych (z najciekawszego moim zdaniem pierwszego opowiadania) , czy niedosłyszącą Matkę Boską gapiącą się w telewizor i robiącą skarpety na drutach - niemniej z tyłu głowy kołacze się pytanie - po co? i jak to w lekturze szukanie jakiejś głębi, drugiego dna, czegoś , co by w człowieku zostało. Zostało we mnie zdziwienie, zaskoczenie i właśnie ten uśmiech - taki, który pojawia się wtedy, gdy patrzy się na kogoś , kto robi coś bardzo dziwnego i pyta "co on brał?"czwartek, 8 marca 2018
Coco de Oro. Szkice i opowiadania
Andrzej Bobkowski
Styl pisania Bobkowskiego bardzo mi pasuje, a Szkice piórkiem uważam za jedną z najważniejszych książek, jakie w życiu przeczytałem, z przyjemnością sięgnąłem po Coce de Oro . Zbiór opowiadań i luźnych tekstów publikowanych w paryskiej Kulturze, które redaktor Giedroyć uznał za najważniejsze. Teksty powstały po emigracji Bobkowskiego do Gwatemali, stąd mamy tam wiele akentów południowoamerykańskich (jak tytułowe opowiadanie). Rzecz bardzo różnorodna - pierwsze teksty polityczne - rozliczeniowe,antykomunistyczne. Potem już znać , że autor przebywa daleko od Polski. Mamy tam pamietnik Z notatek modelarza, esej Kosmopolak - poświęcony Conradowi, parę opowiadań, wspomnień, mamy też świadectwo umierania na chorobę nowotworową. Przede wszystkim mamy jednak Bobkowskiego - człowieka wolnego, niezależnego, pełnego pogody ducha i świetnie piszącego.
Styl pisania Bobkowskiego bardzo mi pasuje, a Szkice piórkiem uważam za jedną z najważniejszych książek, jakie w życiu przeczytałem, z przyjemnością sięgnąłem po Coce de Oro . Zbiór opowiadań i luźnych tekstów publikowanych w paryskiej Kulturze, które redaktor Giedroyć uznał za najważniejsze. Teksty powstały po emigracji Bobkowskiego do Gwatemali, stąd mamy tam wiele akentów południowoamerykańskich (jak tytułowe opowiadanie). Rzecz bardzo różnorodna - pierwsze teksty polityczne - rozliczeniowe,antykomunistyczne. Potem już znać , że autor przebywa daleko od Polski. Mamy tam pamietnik Z notatek modelarza, esej Kosmopolak - poświęcony Conradowi, parę opowiadań, wspomnień, mamy też świadectwo umierania na chorobę nowotworową. Przede wszystkim mamy jednak Bobkowskiego - człowieka wolnego, niezależnego, pełnego pogody ducha i świetnie piszącego.poniedziałek, 5 marca 2018
Nieprzysiadalność. Autobiografia
Marcin Świetlicki, Rafał Księżyk
Rozmawiali chłopaki przez rok cały - od czerwca 2016 do czerwca 2017 - i wyszła duża rzecz - również w sensie objętości - ponad 600 stron ciekawej rozmowy. Jaki Świetlicki wychodzi z tej rozmowy? - prawdziwy. Jest w nim szczerość, a nawet jakaś taka szczera naiwność, nie ma sztucznej kreacji, nadmuchania, robienia z siebie Wielkiego Artysty. Nie ma też poprawności pod jakimkolwiek względem - ale to w całej twórczości i w życiu Świetlickiego da się wyczuć. Przejście przez historię Polski, polskiej literatury, poezji, muzyki ostatnich trzydziestu lat - tym bardziej ciekawe, że autor porusza się w obszarach mało mi znanych rzecz jest niezwykle inspirująca. Jeśli zaś chodzi o obszary znane: z przyjemnością przeczytałem wspomnienia z okresu, gdy Świetlicki pracował w Tygodniku Powszechnym - było to jeszcze za czasów Turowicza ("Nie ma już takich ludzi. A my na starość tacy nie będziemy".
Rozmawiali chłopaki przez rok cały - od czerwca 2016 do czerwca 2017 - i wyszła duża rzecz - również w sensie objętości - ponad 600 stron ciekawej rozmowy. Jaki Świetlicki wychodzi z tej rozmowy? - prawdziwy. Jest w nim szczerość, a nawet jakaś taka szczera naiwność, nie ma sztucznej kreacji, nadmuchania, robienia z siebie Wielkiego Artysty. Nie ma też poprawności pod jakimkolwiek względem - ale to w całej twórczości i w życiu Świetlickiego da się wyczuć. Przejście przez historię Polski, polskiej literatury, poezji, muzyki ostatnich trzydziestu lat - tym bardziej ciekawe, że autor porusza się w obszarach mało mi znanych rzecz jest niezwykle inspirująca. Jeśli zaś chodzi o obszary znane: z przyjemnością przeczytałem wspomnienia z okresu, gdy Świetlicki pracował w Tygodniku Powszechnym - było to jeszcze za czasów Turowicza ("Nie ma już takich ludzi. A my na starość tacy nie będziemy".czwartek, 22 lutego 2018
Stryjeńska. Diabli nadali
Angelika Kuźniak
Żal mi Stryjeńskiej po przeczytaniu tej biografii. Wielki talent, zmarnowane szanse i ostatecznie smutne życie. Stryjeńska była artystką - w każdym calu. Jej nieszczęściem było to, że nie trafiła w swoim życiu na kogoś, kto służył wsparciem, dobrą radą , a nawet umiejętnie by pokierował jej życiem, karierą i potrafił okiełznać jej temperament. Karol Stryjeński nie podołał umieszczając żonę w ośrodku dla obląkanych... Ostatecznie tę świetnie napisaną biografię potraktowałem jako rzecz o kłopotach - materialnych i osobistch. Jakimś sztafażem było tu środowisko artystyczne oraz sama sztuka Stryjeńskiej, o której - wedle mnie - zdecydowanie za mało. Gdyby artystka mogła skupić się na tworzeniu! gdyby żyła w innych czasach! Zeżarły ją problemy - ze sobą, z rodziną, z codziennością, Smutno się to czytało.
Żal mi Stryjeńskiej po przeczytaniu tej biografii. Wielki talent, zmarnowane szanse i ostatecznie smutne życie. Stryjeńska była artystką - w każdym calu. Jej nieszczęściem było to, że nie trafiła w swoim życiu na kogoś, kto służył wsparciem, dobrą radą , a nawet umiejętnie by pokierował jej życiem, karierą i potrafił okiełznać jej temperament. Karol Stryjeński nie podołał umieszczając żonę w ośrodku dla obląkanych... Ostatecznie tę świetnie napisaną biografię potraktowałem jako rzecz o kłopotach - materialnych i osobistch. Jakimś sztafażem było tu środowisko artystyczne oraz sama sztuka Stryjeńskiej, o której - wedle mnie - zdecydowanie za mało. Gdyby artystka mogła skupić się na tworzeniu! gdyby żyła w innych czasach! Zeżarły ją problemy - ze sobą, z rodziną, z codziennością, Smutno się to czytało.
Subskrybuj:
Posty (Atom)