Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dzienniki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dzienniki. Pokaż wszystkie posty

sobota, 4 lipca 2020

Odrodzona. Dzienniki 1947-1963

Susan Sontag


Przyznam szczerze - oczekiwania miałem inne. Chciałem zapoznać się z Susan - z jej filozofią, podejściem do życia i patrzeniem na świat i pomyślałem , że Dzienniki byłyby dobrym wstępem do poznania jej twórczości. W pierwszym (z trzech) tomie dzienników mamy Susan "nieopierzoną", pełną wątpliwości, odkrywającą własną seksualność, taką, która nie tyle "wie", co "dowiaduje się".  Nie mamy tu więc głębokich wynurzeń i błyskotliwych wywodów, są raczej miłosne rozterki i życiowe wątpliwości. Do tego taki filozoficzno-kulturalny misz-masz. Zresztą - czemu się dziwić? pierwszego wpisu  Susan dokonuje w wieku 14 lat - życie dopiero przed nią! Mają więc te zapiski wartość historyczną i  niewiele ponad to  - czyli, że: dla biografów i wielbicieli (coś jak Kronos Gombrowicza).  5/10


środa, 30 stycznia 2019

Berlińska depresja

To trochę dziennik, trochę zbiór felietonów - bo każdy kolejny wpis jest zarówno zapisem życiowych wydarzeń jak i komentarzem do rzeczywistości w wielu jej wymiarach. Autorka jest historykiem i krytykiem sztuki, publicystką, bardzo barwną postacią. Swój dziennik pisze w latach 2015-2016, przebywając na stypendium w Berlinie. Niestety mało w tych dziennikach o samej sztuce, dużo o zwykłym życiu, Berlinie, lekturach, wreszcie o sytuacji społeczno-politycznej - pisanie bowiem zbiegło się w czasie z nieszczęsną "dobrą zmianą" i przejmowaniem władzy przez PiS - autorka żywo reaguje na kolejne wydarzenia. Sporo więc mamy komentarzy politycznych, autorka jest czynną uczestniczką demonstracji w obronie demokracji i praworządności. Dziennik jest też smutnym świadectwem przejmowania/niszczenia instytucji polskiej kultury i sztuki przez pisowskich aparatczyków. Stąd może tytułowa depresja.

środa, 11 kwietnia 2018

Blog

Jacek Bocheński


Na książkę trafiłem przypadkiem będąc na targach książki w Krakowie. Jako "starego blogera" zainteresował tytuł. Przy okazji spotkałem samego autora: siedział obok Adama Michnika i obaj wpisywali autografy i dedykacje-  mam więc egzemplarz z autografem. Bocheńskiego bliżej nie znałem, bo i obszar antyku nie leży w swerze moich zainteresowań, niemniej ciekaw byłem co starszy pisarz  (1926) z kartą opozcyjną ma do powiedzenia dzisiaj na swoim blogu (książka jest przedrukiem bloga  publikowanego na blox.pl). Cóż powiedzieć? - nie kazdy blog nadaje się na książkę - to jest inny rodzaj twórczosci, to nawet trudno nazwać dziennikiem. Jak sam autor widzi we wstępie: "pisać blog to znaczy pisać cokolwiek o czymkolwiek. Bez planu, formy i konstrukcji. Bo głównie znaczy to istnieć, nie tle nawet pisać, ile potwierdzac swoje ego:ja jestem". Pisze też: "mógłbym jednak przyjąć, że to świątynia wyznań". I to co Bocheński pisze, to pochodna tych dwóch poglądów: jest więc o osiedlu, o twórczości, o problemach wydawniczych, o antyku, o ptaszkach, o kwiatkach na balkonie, o udzielaniu wywiadów, jest trochę wspomnień - takie tam...  LC 4/10

środa, 24 stycznia 2018

Nie boję się bezsennych nocy

Józef Hen


Czytałem niespiesznie. Może dlatego, że nie ma tutaj jakiejś chronologii, ciągu myślowego, nawet dat. Bo nie jest to dziennik, raczej zbiór luźnych zapisków autora czynionych podczas bezsennych nocy. Bogactwo wspomnień, mądrych przemyśleń o świecie, życiu, literaturze, o historii i o bliskich autorowi postaciach. Każda strona to nowe treści, dlatego nie spieszyłem się. Już przy okazji czytania poprzednich wspomnień (późniejszych) autor stał się dla mnie jak ktoś bliski. I te wspomnienia czytałem z takiej perspektywy - że ja pana Józef bardzo lubię - i te jego spokojne, mądre gawędy - dużo przeżył, wiele wie i dzieli się swoją mądrością - tak na to patrzę.

sobota, 1 października 2016

Dziennik

Julia Hartwig


Lubię czytać dzienniki. Gdzieś między wierszami dostrzegać codzienność postaci ze świata literatury, sztuki, polityki - wyłapywać zwykłe myśli, śledzić codzienne spostrzeżenia. Później inaczej obcuje się z twórczością takiej postaci. Z ogromną przyjemnością przeczytałem Dziennik Pani Julii z lat 2008-2010. Dziś już niewielu pisze w ten sposób - piękną literacką polszczyzną. Zapisy codziennych zdarzeń, podróży, wiele ciekawych spotkań, wspomnienia i komentarze polityczne (jak bardzo i jak często się z Panią Julią zgadzałem!) . Smaczki z życia polskiej inteligencji - tak! jest taka - i dużo, dużo ciepła i pogody ducha .