Po Krivoklata sięgnąłem z czystej ciekawości. Całkiem niedawno czytałem Bernharda, z jego bardzo specyficzną narracją i skoro Krivoklat ma być pastiszem prozy Bernharda - byłem ciekaw jak Dehnel sobie poradzi. Poradził sobie! Proza soczysta, smakowita i - podobnie jak u Bernharda transowa. Pisana w pierwszej osobie historia Krivoklata - gościa oblewającego kwasem dzieła sztuki, wieloletniego pacjenta zakładów psychiatrycznych. Krivoklat to studium szaleństwa - czytając widzimy niejako to, co dzieje się w głowie bohatera powieści, a ciąg myśli jest tak przekonywujący i na swój sposób sugestywny, że ostatecznie prawie bohatera rozumiemy. Jako swego rodzaju sztafaż autor podaje czytelnikowi solidną porcję wiedzy na temat malarstwa.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dehnel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dehnel. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 24 października 2017
Krivoklat
Jacek Dehnel
Po Krivoklata sięgnąłem z czystej ciekawości. Całkiem niedawno czytałem Bernharda, z jego bardzo specyficzną narracją i skoro Krivoklat ma być pastiszem prozy Bernharda - byłem ciekaw jak Dehnel sobie poradzi. Poradził sobie! Proza soczysta, smakowita i - podobnie jak u Bernharda transowa. Pisana w pierwszej osobie historia Krivoklata - gościa oblewającego kwasem dzieła sztuki, wieloletniego pacjenta zakładów psychiatrycznych. Krivoklat to studium szaleństwa - czytając widzimy niejako to, co dzieje się w głowie bohatera powieści, a ciąg myśli jest tak przekonywujący i na swój sposób sugestywny, że ostatecznie prawie bohatera rozumiemy. Jako swego rodzaju sztafaż autor podaje czytelnikowi solidną porcję wiedzy na temat malarstwa.
Po Krivoklata sięgnąłem z czystej ciekawości. Całkiem niedawno czytałem Bernharda, z jego bardzo specyficzną narracją i skoro Krivoklat ma być pastiszem prozy Bernharda - byłem ciekaw jak Dehnel sobie poradzi. Poradził sobie! Proza soczysta, smakowita i - podobnie jak u Bernharda transowa. Pisana w pierwszej osobie historia Krivoklata - gościa oblewającego kwasem dzieła sztuki, wieloletniego pacjenta zakładów psychiatrycznych. Krivoklat to studium szaleństwa - czytając widzimy niejako to, co dzieje się w głowie bohatera powieści, a ciąg myśli jest tak przekonywujący i na swój sposób sugestywny, że ostatecznie prawie bohatera rozumiemy. Jako swego rodzaju sztafaż autor podaje czytelnikowi solidną porcję wiedzy na temat malarstwa.niedziela, 15 listopada 2015
Młodszy księgowy. O książkach, czytaniu i pisaniu.
Jacek Dehnel
Lubię pisanie Dehnela: barwne, kwieciste, trochę barokowe,z mnóstwem szczegółów, dygresji, z nieco staroświeckim umiłowaniem elegancji, które widać w życiu i w twórczości autora. Z przyjemnością sięgnąłem po ten zbiór felietonów, w których książka jest motywem przewodnim. Felietony bardzo różne i nierówne - jedne: perełki, zachwycają w treści i w formie, inne: nudnawe i przegadane. Tych pierwszych znacznie więcej. Całość warta przeczytania: widać ten błysk, energię, młodość ale też erudycję i oczytanie, wreszcie solidne literackie rzemiosło. Dodajmy do tego specyficzny humor i mamy dzieło bardzo smakowite. Dla miłośników książek - lektura obowiązkowa. :)
piątek, 3 stycznia 2014
Fotoplastikon
Jacek Dehnel
Pomysł prosty: wziąć sto starych, anonimowych fotografii, przyjrzeć się im dogłębnie i na swój sposób zinterpretować. Różnie te interpretacje Dehnelowi wyszły. Jedne ciekawe, zaskakujące i błyskotliwe, przy drugich przynudzał. Sczerze: bardziej przynudzał niż błyszczał i trochę się zawiodłem. Bo po niedawnej lekturze Lali ostrzyłem sobie ząbki na coś równie dobrego. Rzecz nieco podobną popełnił już Wojciech Nowicki - on jednak o każdej fotografii napisał esej - u Dehnela forma wypowiedzi jest bardziej zwięzła- jedna strona, parę zdań i język taki "barokowo -kwiecisty". Co jeszcze? - jak się wydaje - daleko Dehnelowi do głębi spojrzenia Nowickiego.
środa, 13 listopada 2013
Lala
Jacek Dehnel

Na pana Jacka zwróciłem uwagę już jakiś czas temu czytając jego felietony w Polityce. Wow! - jaki język!, jaki styl! jaka erudycja! - bez wahania sięgnąłem więc po powieść Lala, na której Dehnel niegdyś wypłynął. Pomysł na książkę był- jak się wydaje - prosty: z pozycji wnuka spisać babcine opowieści, ująć w ramy, dodać odrobinę swojego komentarza i gotowe. Nie wiem, czy w każdym przypadku zadziała - ale w Lali sprawdziło się genialnie - optyka wnuka , który słucha , dopytuje , potem dopisuje swój komentarz i układa w całość opowieść życia jest moim zdaniem strzałem w dziesiątkę. Jest tytułowa Lala - czyli Helena Bieniecka postacią tak barwną, nietuzinkową i zwariowaną, jednocześnie oczytaną, błyskotliwą i obdarzoną specyficznym, mocnym "charakterkiem", mającą olbrzymie poczucie humoru i dystans do siebie, obytą w świecie artystycznym, że grzechem by było nie spisać historii jej życia (zwłaszcza, jeśli jest się pisarzem). Sam uwielbiałem słuchać babcinych opowieści, rodzinnych anegdot, opowieści o ważnych momentach w życiu, lub też mało ważnych a wyrazistych - książka mnie więc "wsiorbała" i dawno nie czytałem z taką pasją - czytając byłem"zasłuchany" , zwłaszcza, że losy Lali były niezwykłe. Widać wyraźnie że ta powieść jest swoistym wyrazem miłości wnuka do swojej babci , tą miłość widać wyraźnie w ostatniej części, w której autor opisuje opiekę nad babcią w ostatnim okresie jej życia.
Wyjątkowo dodam ósme zdanie, żeby zanadto nie rozbudowywać poprzednich- ale krótkie - tak na koniec: powieść mnie zachwyciła...aż trudno uwierzyć, że autor napisał ją mając nieco ponad dwadzieścia lat (sic!)
Subskrybuj:
Posty (Atom)