Nie wiem dlaczego ale bardzo mi się ta książka kojarzyła z Czekając na barbarzyńców Coetzee... może przez swoisty mrok, niepokój w tle lub też sprzeciw wobec wojny? Powieść - uznawana przez wielu z jedną z najlepszych w dorobku autora - opowiada o ostatnim dniu wojny domowej i stłumienia rebelii w anarchistycznym, założonym przez biedaków na brazylijskich bagnach i pustkowiach mieście Canudos - samo założenie tego miasta brazylijski rząd uznał za zagrożenie. Rzecz dzieje się pod koniec XIX wieku. Większość książki zajmuje jedna rozmowa: między marszałkiem Bittencourtem - dowódcą elkspedycji przeciw miastu a schwytaną kobietą - mieszkanką miasta. Rozmowa jest przejmujaca - dla mnie jest to swoista manifestacja wolności i godności człowieka . A scena kąpieli upodlonej i zniewolonej kobiety - w obecności swoich ciemiężycieli, którzy z konieczności muszą najpierw tę kąpiel przygotować a następnie w pewien sposób w niej uczestniczyć - z odwróconym wzrokiem - to literacki majstersztyk i obraz głęboko zapadający w pamięć.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marai. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marai. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 28 lipca 2020
Sąd w Canudos
Sándor Márai
Nie wiem dlaczego ale bardzo mi się ta książka kojarzyła z Czekając na barbarzyńców Coetzee... może przez swoisty mrok, niepokój w tle lub też sprzeciw wobec wojny? Powieść - uznawana przez wielu z jedną z najlepszych w dorobku autora - opowiada o ostatnim dniu wojny domowej i stłumienia rebelii w anarchistycznym, założonym przez biedaków na brazylijskich bagnach i pustkowiach mieście Canudos - samo założenie tego miasta brazylijski rząd uznał za zagrożenie. Rzecz dzieje się pod koniec XIX wieku. Większość książki zajmuje jedna rozmowa: między marszałkiem Bittencourtem - dowódcą elkspedycji przeciw miastu a schwytaną kobietą - mieszkanką miasta. Rozmowa jest przejmujaca - dla mnie jest to swoista manifestacja wolności i godności człowieka . A scena kąpieli upodlonej i zniewolonej kobiety - w obecności swoich ciemiężycieli, którzy z konieczności muszą najpierw tę kąpiel przygotować a następnie w pewien sposób w niej uczestniczyć - z odwróconym wzrokiem - to literacki majstersztyk i obraz głęboko zapadający w pamięć.
Nie wiem dlaczego ale bardzo mi się ta książka kojarzyła z Czekając na barbarzyńców Coetzee... może przez swoisty mrok, niepokój w tle lub też sprzeciw wobec wojny? Powieść - uznawana przez wielu z jedną z najlepszych w dorobku autora - opowiada o ostatnim dniu wojny domowej i stłumienia rebelii w anarchistycznym, założonym przez biedaków na brazylijskich bagnach i pustkowiach mieście Canudos - samo założenie tego miasta brazylijski rząd uznał za zagrożenie. Rzecz dzieje się pod koniec XIX wieku. Większość książki zajmuje jedna rozmowa: między marszałkiem Bittencourtem - dowódcą elkspedycji przeciw miastu a schwytaną kobietą - mieszkanką miasta. Rozmowa jest przejmujaca - dla mnie jest to swoista manifestacja wolności i godności człowieka . A scena kąpieli upodlonej i zniewolonej kobiety - w obecności swoich ciemiężycieli, którzy z konieczności muszą najpierw tę kąpiel przygotować a następnie w pewien sposób w niej uczestniczyć - z odwróconym wzrokiem - to literacki majstersztyk i obraz głęboko zapadający w pamięć.czwartek, 20 października 2016
W podróży
Sandor Marai
Ten zbiór felietonów podróżnych przeczytałem - żeby było w konwencji - będąc w podróży. Urzeka Marai swoją optyką i umiejętnością ubrania w słowa swoich podróżnych spostrzeżeń. Miejsca , klimaty , ludzie - wiadomo, że wszystko wydarzyło się kiedyś - w innym świecie, w innej Europie. Ważne są szczegóły, dźwięki, zapachy, kształty, zachowania. Trzeba te szczegóły - według autora - zanurzyć w utrwalaczu pamięci, potem w ogóle o wszystkim zapomnieć, by dopiero potem nadać formę tym okruchom, które pozostały po trywialnych realiach. Mówiąc inaczej: zostaje to co najważniejsze i do tego warto sięgnąć - takie podejście jest mi bliskie: większość notek o książkach redaguję po pewnym czasie od przeczytania. Co we mnie zostało? Co zapamiętałem najbardziej ? - felieton Mesjasz w Pałacu Sportu z 1933 roku o wiecu Hitlera i rodzącym się faszyzmie - wstrząsający - patrząc z dzisiejszej perspektywy.
Ten zbiór felietonów podróżnych przeczytałem - żeby było w konwencji - będąc w podróży. Urzeka Marai swoją optyką i umiejętnością ubrania w słowa swoich podróżnych spostrzeżeń. Miejsca , klimaty , ludzie - wiadomo, że wszystko wydarzyło się kiedyś - w innym świecie, w innej Europie. Ważne są szczegóły, dźwięki, zapachy, kształty, zachowania. Trzeba te szczegóły - według autora - zanurzyć w utrwalaczu pamięci, potem w ogóle o wszystkim zapomnieć, by dopiero potem nadać formę tym okruchom, które pozostały po trywialnych realiach. Mówiąc inaczej: zostaje to co najważniejsze i do tego warto sięgnąć - takie podejście jest mi bliskie: większość notek o książkach redaguję po pewnym czasie od przeczytania. Co we mnie zostało? Co zapamiętałem najbardziej ? - felieton Mesjasz w Pałacu Sportu z 1933 roku o wiecu Hitlera i rodzącym się faszyzmie - wstrząsający - patrząc z dzisiejszej perspektywy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)