sobota, 18 października 2014

Wanna z kolumnadą

Filip Springer

Zadziwiające, że te reportaże o polskiej przestrzeni czyta się z czerwonymi uszami i "jednym tchem". Ogromny talent Springera do pisania - bo trzeba mieć "to coś", żeby temat ładu przestrzennego uczynić pasjonującym. Ciekawe i smutne teksty o tym jak ludzie psują krajobraz: " Ta książka jest o tym, że w Polsce jest brzydko i wszystko wskazuje na to, że wkrótce będzie jeszcze brzydziej" . Jet tu o pastelozie -chorobie polskich blokowisk, jest o reklamach, o tytułowej wannie z kolumnadą i łuku triumfalnym w urządzonym z olbrzymim rozmachem pałacu w Michałowicach, o banerach i reklamach szpecących rzeczywistość, o obchodzeniu prawa i o zajęciach plastyki w podstawówkach. Urzeka sentymentalny reportaż o miejskich terenach nadrzecznych które niegdyś były tętniącymi życiem ośrodkami kulturalnymi, a dziś - o ile nie są dzikimi wysypiskami śmieci - w najlepszym przypadku zarastają zielskiem. Czytanie Sprigera zmienia patrzenie, uwrażliwia, człowiek staje się bardziej uważny w patrzeniu na świat, szukać tego co ładne, harmonijne, co ma jakiś sens, poukładanie -warto ją przeczytać. Wisienką na torcie jest świetny tekst Stasiuka Badziew z betonu.




sobota, 11 października 2014

Znajoma z lustra

Roma Ligocka

Okładka książki Znajoma z lustraZbiór dwudziestu kilku felietonów umieszczonych wcześniej w miesięczniku Pani. Wakacyjna lektura, przeczytałem w dwa dni, wcześniej przeczytała żona. Takie lekkie, "babskie" pisanie - raczej po wierzchu niż do głębi. Zdarzały się jednak momenty całkiem poważne - zwłaszcza wtedy, gdy autorka pisze o swoim dzieciństwie i o wojnie. Poza tym tematy jak na pogaduchach przy kawie w tonie ciepłym, przyjaznym - czyta się fajnie. O relacjach, miłości, przyjaźni, samotności, książkach, przemyśleniach. Wielka literatura to nie jest- ale widać w tych felietonach szczerość i otwartość, co jest bardzo cenne, do tego piękne ilustracje autorki.

sobota, 4 października 2014

Jak powieść

Daniel Pennac

Okładka książki Jak powieśćZbiór esejów o książkach i ich czytaniu. Pierwszą część powinni przeczytać rodzice. Autor między słowami daje proste i dobre wskazówki, jak wychować dziecko na czytelnika, jak nie zepsuć dziecka swoim chciejstwem i wreszcie: jak rozbudzać pasje i miłość do literatury (oczywiście warunkiem jest, że ma się taką ową w sobie). Drugą część koniecznie powinni przeczytać nauczyciele (poloniści!) i pedagodzy. Jest w niej co nieco o literaturze w szkole i o tym jak zrobić, żeby się młodzież nie wystraszyła czytania, wręcz przeciwnie - by je pokochała.Autor jest praktykiem -uczył francuskiego w liceach przez długie lata - w jego esejach znać pasję imiłość do czytania. Lekko, krótko, mądrze, z humorem..

"Człowiek buduje domy, ponieważ żyje, ale pisze książki, bo wie, że umrze. Mieszka w gromadzie, bo jest stworzeniem stadnym, czyta natomiast, bo zdaje sobie sprawę e swej samotności. Lektura dotrzymuje mu towarzystwa, nie zajmując miejsca nikogo innego, ale też niczyje inne towarzystwo nie mogłoby jej zastąpić. Nie zapewnia człowiekowi żadnego ostatecznego wytłumaczenia jego losu, jednak tka gęstą sieć wzajemnego porozumienia między życiem a nim. Ulotną i tajną sieć porozumienia, która wyraża paradoksalna radość życia, wydobywając jednocześnie tragiczną absurdalność istnienia." s.171

wtorek, 30 września 2014

Pochwała macochy

Mario Vargas Llosa

Okładka książki Pochwała macochyJoj! Czytanie było przednie. Cwaniak ten Llosa - gra sobie z czytelnikiem, przeciąga strunę - nawet dość mocno, ale na tyle by nie pękła. Historia Don Rigoberta , jego syna z pierwszego małżeństwa: Fonsita oraz pięknej dony Lukrecji - żony i dobrej macochy. Zbyt dobrej - jak się z czasem okazuje.  Opowieść ma wzburzać, szokować, grać na emocjach.  Świetnie zarysowane postacie dramatu, a już najlepiej młodzieniaszka Fonsito, zakochanego w swojej pięknej macosze. Nie wiem co o tym wszystkim myśleć... ani to piękne ani brzydkie, raz smaczne, raz niesmaczne, nieprzyzwoite a niewinne, dziwne...  - ostatecznie jednak : podoba się.

sobota, 20 września 2014

Kocia kołyska

Kurt Vonnegut


Okładka książki Kocia kołyskaKolejne podejście do Vonneguta. I choć -przyznam szczerze -mam problem z rzeczami "kultowymi" (jak zachwyca, kiedy nie zachwyca?) - tą pozycję przeczytałem z zainteresowaniem. 127 krótkich rozdziałów opisujących perypetie młodego pisarza,który stara się napisać książę o tym, jak wynalazca bomby atomowej Felix Hoenikker spędził dzień ataku na Hiroszimę. Właściwie jest to science fiction zaangażowana politycznie (powieść opublikowano w 1963 roku). Wszystko jest dziwne, zaskakujące i czytelnik aż kręci głową wobec zwrotów akcji, nowych sytuacji, pojęć. Zwłaszcza wyspa San Lorenzo, na którą trafia pisarz w poszukiwaniu dzieci Hoenikkera, na której zastaje utopijne rządy i dziwną religię bokononizm z samozwańczym prorokiem na czele (ta religia robi wrażenie na czytelniku -zwłaszcza że autor wymyśla sporo pojeć właściwych tylko dla tej religii i zachowań wyznawców) . Wiele smaczków, ukrytych znaczeń, ironia, groteska i pacyfizm - warto, z uwagą - bo najciekawsze są fragmenty...

I przypomniałem sobie rozdział czternasty Księgi Bokonona, przeczytany w całości poprzedniego wieczora. Rozdział czternasty jest zatytułowany: Jaką nadzieję może żywić myślący człowiek co do przyszłości ludzkości, jeśli weźmie pod uwagę doświadczenia ostatniego miliona lat?
Na przeczytanie rozdziału czternastego nie trzeba zbyt wiele czasu. Składa się on z jednego tylko słowa i kropki. Oto ono:„Żadnej.”

środa, 17 września 2014

Pan Ibrahim i kwiaty Koranu

Éric-Emmanuel Schmitt

Okładka książki Pan Ibrahim i kwiaty KoranuProste i nieskomplikowane opowiadanko. W założeniu chyba miała to być baśń, przypowieść?? Rzecz o przyjaźni małego jedenastoletniego chłopca Momo i starego sklepikarza Ibrahima. Stara kalka: mistrz i uczeń. Nie wiem czy koniecznie trzeba było robić z tego książkę? Aż skrzy się tu od złotych myśli i "życiowych mądrości", które nie tyle wynikają z treści, co są tam niejako "wrzucone". Nastrój -jak to się mówi -słodkopierdzący... a mimo, że Shmitt w wywiadach odżegnuje się od porównań z Paulo Coelho, te nasuwają się same.

wtorek, 2 września 2014

Zapiski na pudełku od zapałek

Umberto Eco


Zbiorek felietonów autora pisany w mediolańskim L'Espresso w latach 80-tych i 90-tych XXw- uroczy. Słuchałem w samochodzie w wersji audio (świetna interpretacja Leszka Filipowicza) - niektórych po kilka razy. Dużo w tych felietonach bardzo specyficznego humoru , ironii, sarkazmu ale też mądrości. Przy niektórych uśmiałem się do łez. Autor stara się ukazać absurdy codziennego życia - korzystając z własnych doświadczeń. Na zawsze zapamiętam felieton o próbie przechowania wędzonego łososia w barku w ekskluzywnym hotelu gdzieś w Azji (który to barek jest każdego ranka standardowo uzupełniany przez obsługę) ,albo ten o ponownym wyrabianiu prawa jazdy, czy o tym jak nie korzystać z biblioteki(aby przypodobać się obsłudze). Błyskotki i perełki! -warto.