Kazuo Ishiguro
środa, 30 września 2020
Okruchy dnia
niedziela, 27 września 2020
Na szczytach rozpaczy; Historia i utopia
Emil Cioran
"Defektem wszystkich ludzi jest to, że czekają na możliwość rozpoczęcia życia, dlatego nie mają odwagi żyć każdą chwilą. Dlaczego nie potrafimy włożyć w każdy moment tyle namiętności i żaru, by stał się absolutem, wiecznością? Wszyscy uczymy się żyć dopiero wtedy, gdy nie mamy już na co czekać; kiedy zaś czekamy, niczego nie możemy się nauczyć, bo nie żyjemy w konkretnej, żywej teraźniejszości ale w jakiejś mdłej, odległej przeszłości. Oczekiwać czegokolwiek powinniśmy od tego co nam podsuwa bezpośrednia chwila, i to bez świadomości czasu. Zbawienie może być tylko w odzyskaniu tego co bezpośrednie. Albowiem człowiek jest istotą, która utraciła bezpośredniość; dlatego jest zwierzęciem nie wprost"
w: Na szczytach rozpaczy s.235
poniedziałek, 21 września 2020
Projekt zdrowie. Szwedzki poradnik inteligenta. Jak świadomie wyćwiczyć ciało i umysł
Anders Hansen, Carl Johan Sundberg
Pudło - czego innego się spodziewałem - zważając na tytuł. Nie znalazłem tu nic ze szwedzkiej specyfiki, poza faktem, że autorami jest dwóch lekarzy Szwedów. Nie wiem też o co chodzi z "poradnikiem inteligenta" w tytule, bo jeśli znaleźć jakieś odniesienia w treści, to raczej na podstawie odległych skojarzeń. Wreszcie "świadome ćwiczenie ciała i umysłu" - to też sformułowanie bardzo na wyrost - bo o ciele i jego ćwiczeniu w książce dużo, o ćwiczeniu umysłu chyba nic. Dużo badań, tabel, zestawień planów treningowych, naukowych rozważań na moje oko bez składu i ładu- daleko książce do prostoty poradnika. A jakieś przesłanie ? konkluzja ? jest! - do optymalnego dbania o zdrowie wystarczy 30 minut umiarkowanej aktywności sportowej dziennie - i tego się trzymajmy! i to jest szwedzka porada inteligenta (albo: inteligentna szwedzka porada). ;) 4/10 (skład i łamanie 2/10)
środa, 16 września 2020
Elegancja jeża
Muriel Barbery
„Pani Michel ma elegancję jeża: na zewnątrz pokryta kolcami, prawdziwa forteca, ale mam przeczucie, że wewnątrz jest po prostu tak wyrafinowana jak jeże, zwierzątka na pozór niewrażliwe, dziko samotnicze i straszliwie eleganckie”.
poniedziałek, 7 września 2020
Oswajanie świata
Na Bouviera natknąłem się czytając podróżne teksty Mariusza Wilka, który pisał o nim z ogromną atencją. Książki Bouviera ( a ta szczególnie) uchodzą za kultowe w środowisku podróżników i obieżyświatów wszelkiej maści - sięgnąłem więc i ja po tego autora. Oswajanie świata to zapis długiej podróży z Europy do Indii, którą autor odbył wraz ze swoim przyjacielem Thierrym (książkę zdobią podróżne rysunki Thierrego). Co zwraca uwagę podczas czytania to niesamowita wręcz wrażliwość i uważność autora. Autor jest obserwatorem świata i człowieka - potrafi łączyć fakty i obrazy - pokazać klimat i charakter miejsca oraz ludzi, którzy w nim mieszkają, każdy tekst jest jakby misternie wymalowanym pejzażem. Świetnie się to czyta - czytelnik niemal wchodzi do opisywanych miejsc, czuje zapachy, słyszy dźwięki, widzi kolory. Pomaga mu w tym pewien enuzjazm autora i jego fascynacja poznawanym i odkrywanym światem - książka jest pełna głębokich i dojrzałych przemysleń, a trzeba powiedzieć, że autor, kiedy odbywał swoją podróż, miał ledwie 24 lata. "Podróż nie potrzebuje uzasadnień.Rychło okazuje się, że jest celem samym w sobie. Sądzisz, że po prostu odbędziesz podróż lecz niebawem ta podróż zaczyna cię kształcić lub paczyć..." s.12
czwartek, 20 sierpnia 2020
Jak przejąć kontrolę nad światem nie wychodząc z domu
Właśnie trwa promocja drugiej części felietonów Doroty Masłowskiej, ale ja dzisiaj o pierwszej. Książkę przeczytałem siedząc w domu, w samym środku pandemicznego lockdown'u i bardzo mi to czytanie pasowało: i tytuł mi pasował do sytuacji, i treść do nastroju. Szczerze pisząc: do mnie pani Dorota bardziej przemawia jako felietonistka niż jako pisarka. I piszę to pomimo tego, że Masłowską odkrył i jako pierwszy promował nie kto inny, jak Jerzy Pilch - bardzo przeze mnie ceniony i podziwiany. Niemniej przez Wojnę polsko ruską nie przebrnąłem -"jak zachwyca, jeśli nie zachwyca?"- myślałem - za to felietony czytałem z ogromną przyjemnością. Niektóre znałem już wcześniej z Dwutygodnika, jednak w pakiecie odbiór jest inny. Bardzo odpowiada mi potrzucie humoru autorki, jej dystans do siebie jak i do otaczającego świata, tudzież do szeroko pojętej popkultury, którą Masłowska dyskretnie acz wyraziście obśmiewa, a której jest - o dziwo! - miłośniczką. Czyta się to z uśmiechem i swoistym zadziwieniem - bo smakowite felietony autorka wysmażyła choćby na podstawie lektury broszury "Prześlij przepis", oglądania programu "Kuchenne rewolucje" czy słuchania muzyki disco-polo - wszystko jest tyle śmieszne, co prawdziwe. Dlatego jeśli ktoś jest ciekawy "prawdziwych Polaków" powinien sięgnąć po felietony Masłowskiej, a ja już się cieszę na ich drugą część.czwartek, 6 sierpnia 2020
Kalendarz i klepsydra
Stała książka na półce jak wyrzut sumienia dobre trzydzieści lat, przeżyła parę przeprowadzek, zniszczyła się nieco, pożółkła, rozkleiła, aż w końcu nadejszła wiekopomna chwila - przeczytałem! Nie tylko mnie trudno jest Kalendarz i klepsydrę zakwalifikować do jakiegoś gatunku : dziennik? autobiografia? eseje? - wszak i recenzje tam znajdziemy, i szkice z teorii literatury, i analizy społeczno-polityczne - może tak: dziennik z elementami autobiografii oraz zbiór luźnych myśli. Książka swego czasu bardzo popularna, traktuje o epoce, która odeszła -mamy więc piękne, nostalgiczne wspomnienia lwowskie, bardzo ciekawe są też fragmenty swoistej "spowiedzi" autora jeżeli chodzi o zaangażowanie w okresie stalinowskim. Przechodzimy też z autorem przez historię polskiej kultury i literatury okresu głębokiego socjalizmu widząc ją niejako od kulis ... na kartach pojawia się i Marek Hłasko, i Stanisław Dygat, Himilsbach, Bratny. To, co jednak najbardziej smakowite - moim zdaniem - to właśnie luźne myśli i rozważania - rozproszone, wrzucone "bez żadnego trybu", ponadczasowe, napisane pięknym polskim literackim językiem, jakim dziś pisze już niewielu (Myśliwski, Hen, Pilot przychodzą mi na myśl w tym kontekście) . Z pewnością będę do niej wracał - można ją bowiem czytać na chybił-trafił, nawet po kilka zdań i zawsze będzie to ogromna przyjemność. Na koniec wspomnijmy o kocie Iwanie, który na kartach tej książki wszedł do historii polskiej literatury.
"Literaturo, literaturo kochana. Epicka i zmysłowa, ezoteryczna i obyczajowa, lingwistyczna i wagonowa, majestatyczna i z rynsztoka, intelektualna i grafomańska, rozpuczona pychą i fałszywie pokorna, święta i sprzedajna, literaturo słów spisanych pracowicie w rozpaczy albo w zadufaniu, w nienawiści albo w nudzie, w nadziei albo w chwili śmierci, literaturo lawiny słów podobnych do siebie, koślawych, monotonnych, banalnych, takich samych jak biliony słów niezapisanych, co rodzą się w każdej chwili i na zawsze giną w każdej chwili.
Jaka szkoda, że literatura nie rządzi już tym konwulsyjnym światem. Jaka szkoda, że biedne jej ciałko depczą zwycięskie środki masowego przekazu. Jaka szkoda, że nie budzi już tych największych namiętności, że nikogo nie zabija i nikt jej nie zabija, że nikogo nie deprawuje i nikogo nie uświęca, że nie obala tyranów i nie rodzi męczenników. Jaka szkoda, że kiedy wdarłem się do jej świątyni, okazała się ta świątynia gruzem rozpadających się wspaniałych murów i złomami wyniosłych kolumn, co kiedyś podtrzymywały sklepienie niebieskie nad nami." s.111



