Wspomnienia autora z okresu dzieciństwa we Lwowie. Sięgnąłem po tę książkę spisując na moim podstawowym blogu wspomnienia dziadka, który w latach przedwojennych również żył we Lwowie . U Lema jednak inaczej niż u dziadka - mało miejsc, ludzi, osadzenia w historii, sytuacji, dużo przedmiotów, klimatów , zapachów, książek i fascynacji - historia z innej strony. Niewiele jest o samym Lwowie, natomiast o biurku ojca i przedmiotach na nim leżących przeczytamy dobrych parę stron - mają te opisy swój urok i specyficzny klimacik. Wyjątkiem są wspomnienia ze szkoły, gdzie autor dość dokładnie opisuje swoich nietuzinkowych profesorów. Jest też w książce nieco sytuacji rodzinnych, zwłaszcza z ojcem w tle. Widać pierwsze zainteresowania autora - dziwy przyrody, tajemnice Wszechświata, literatura popularnonaukowa - to owocowało w późniejszej twórczości.
poniedziałek, 31 marca 2014
poniedziałek, 17 marca 2014
Traktat o łuskaniu fasoli
Wiesław Myśliwski

Musiało minąć trochę czasu, zanim poczułem smak tej lektury. Ale gdy poczułem, to rozsmakować się nie mogłem. Taka gawęda - monolog. Ciekawa forma - opowiadanie życia tajemniczemu przybyszowi, przy łuskaniu fasoli. W tym opowiadaniu - poza faktami - przemyślenia, refleksje filozoficzne - o ludziach, życiu, o świecie. Smaczki, rodzynki, poezja, spostreżenia... Trzeba się skupić, by wszystko wychwycić, a i tak ma człowiek wrażenie, że wiele przegapił - czytać starannie, bez pospiechu.
niedziela, 23 lutego 2014
Tak jest dobrze
Szczepan Twardoch
Jest w prozie Twardocha mrok i niepokój. Jeśli, jak piszą recenzenci te opowiadania "koncentrują się na człowieku", to widziany jest ten człowiek przez jakieś ciemne okulary. Czyta się to ze zmarszczonym czołem, bo nie ma tam ani happy endów ani jakichś pozytywnych wymiarów. Jest człowiek - mroczny i uwikany: w świat, w relacje, w samego siebie. Ale opowiadania bardzo ciekawe -język giętki, pomysły nietuzinkowe, zaskakujące zwroty akcji i niesamowite zakończenia. Czy warto? warto - bo Twardoch bardzo dobrym pisarzem jest (młodego pokolenia). Niemniej poszukam teraz mniej mrocznych dla równowagi.
poniedziałek, 17 lutego 2014
Podróże z filozofią w tle
Michał Heller
Przyznam: czego innego się spodziewałem. I nieco się zawiodłem. Owszem: są tu podróże, opisane jednak bardzo powierzchownie: samolot, hotel, miasto, spotkanie. Jest i filozofia ale jakby oddzielona od podróży: tematy spotkań naukowych, nieco luźnych przemyśleń, parę nazwisk. Ciekawostką jest opis sporu filozoficznego z Tishnerem. Jednak to wszystko jakoś luźne i nie bardzo połączone (znaczy: filozofia z podróżami).Widać mądrość, erudycję... ale pasji już nie bardzo (co nie znaczy, że jej nie ma, ale jest czemuś schowana).
środa, 29 stycznia 2014
Między wariatami
Marcin Meller
Mniejsza o te wszystkie reporterskie wojenne przygody w czeczeńskich okopach, na posterunkach Górskiego Karabachu czy w afrykańskich lasach, te wojny, fronty, ziemie niczyje i "opowieści terenowo-przygodowe" - jak stoi w podtytule. Mniejsza o błyskotliwe felietony (te polityczne z drugiej części książki: kwestia gustu... reporterskie są moim zdaniem lepsze i ciekawsze), ciekawe wspominki, o jedyne w swoim rodzaju poczucie humoru, o "takie sytuacje" i tysiące smaczków i anegdot.... Tekst "Kąpiąc Gucia" (zamieszczony również w Newsweeku nr 19 z 2012 roku) uznaję za jeden z najpiękniejszych tekstów ojcowskich jakie czytałem w ostatniej pięciolatce. A trzeba powiedzieć, że na tematy ojcowskie zwracam uwagę - jako ojciec czterech synów i córki. Dla tego jednego felietonu warto kupić tę książkę. Wszystkie pozostałe też warto przeczytać. Bardzo lubię Mellera - zresztą on jest z tych, których nie sposób nie lubić.
niedziela, 26 stycznia 2014
Oczy czarne, oczy niebieskie
Maria Wiernikowska
Do narracji trzeba się przyzwyczaić, a gdy już to nastąpi czyta się - jak to mówią - "z czerwonymi uszami". To tak jakbyśmy przyglądali się gonitwie myśli autorki, która zostawiając wszystko rusza na szlak Camino de Santiago zaskakując cały świat i chyba samą siebie również. I - jak to na szklaku - autorka niejako rozlicza się z życiem, a jest się z czym rozliczać, bowiem pani Maria , jako reporterka wojenna przeżyła i widziała dużo -za dużo. Opisy pielgrzymiego wędrowania przeplatają się ze wspomnieniami z wypraw reporterskich, wydarzeń z życia, zawiedzionych miłości... widać -że tak powiem - ślady w psychice (rany?), znać tez potrzeby autorki, pragnienia - miłości, bliskości, mężczyzny, domu... chyba stabilizacji? - bardzo się otwiera, nie wiem czy nie za bardzo. Dziwny człowiek - ta pani Maria - ciekawy i nietuzinkowy ... i wpisy dziwne - trochę nerwowe - to nie jest spokojna relacja z pielgrzymiego wędrowania... mnóstwo emocji... poza tym: iść do Santiago i nawet nie wejść do katedry? Nie wierzę, że to wszystko było było po nic i bez sensu (jak można wnioskować z wpisów pod koniec książki) - mam nadzieję, że Droga to jakiś nowy początek dla autorki, która - w myśl zalecenia Tłuściutkiego Benedyktyna spotkanego na Drodze - przypominała sobie "kim była, a kim już nie jest".Bardzo ciekawe zdjęcia robione zabawkowym aparatem.
sobota, 18 stycznia 2014
Gulasz z turula
Krzysztof Varga
Coś innego. Książka o Węgrzech widzianych z pewnej perspektywy przez pana Krzysztofa - pół Polaka, pół Węgra. Dużo się dowiedziałem o węgierskich obyczajach, kulinariach, stylu życia, sposobie myślenia. O swoistym węgierskim napuszeniu i manii wielkości. O prawicy i lewicy, nacjonalizmach i skażeniu komunizmem, o celebrowaniu klęsk, pomnikach i symbolach. I jakoś wszystko wydało mi się znajome. Coś jest na rzeczy w tym słynnym przysłowiu o dwóch bratankach.
Subskrybuj:
Posty (Atom)