Na książkę trafiłem na booktubie, słuchając zachwytów osoby, z której opiniami bardzo się liczę. Młody Węgier porzuca żonę podczas podróży poślubnej, by wrócić do młodzieńczego postrzegania świata. Mamy więc powrót do przeszłości - do młodzieńczej naiwności, prostych prawd, ale też buntu i porzucania konwenansów. Mamy też niejako dwie podróże: ta poślubna, która w penym momencie zatrzymuje się i przeradza w drugą - do krainy dzieciństwa i wczesnej młodości, zapomnianych przyjaźni i porzuconych ideałów. To jest tak, jakby bohater powieści w pewnym (ważnym!) momencie swojego życia otrząsnął się : " gdzie ja jestem i co ja tutaj robię?", po czym stwierdził, że nie tędy droga. I że tej drogi trzeba zacząć szukać na nowo. Lepiej późno niż wcale - chciałoby się powiedzieć po przeczytaniu całości. poniedziałek, 2 marca 2020
Podróżny i światło księżyca
Antal Szerb
Na książkę trafiłem na booktubie, słuchając zachwytów osoby, z której opiniami bardzo się liczę. Młody Węgier porzuca żonę podczas podróży poślubnej, by wrócić do młodzieńczego postrzegania świata. Mamy więc powrót do przeszłości - do młodzieńczej naiwności, prostych prawd, ale też buntu i porzucania konwenansów. Mamy też niejako dwie podróże: ta poślubna, która w penym momencie zatrzymuje się i przeradza w drugą - do krainy dzieciństwa i wczesnej młodości, zapomnianych przyjaźni i porzuconych ideałów. To jest tak, jakby bohater powieści w pewnym (ważnym!) momencie swojego życia otrząsnął się : " gdzie ja jestem i co ja tutaj robię?", po czym stwierdził, że nie tędy droga. I że tej drogi trzeba zacząć szukać na nowo. Lepiej późno niż wcale - chciałoby się powiedzieć po przeczytaniu całości.
Na książkę trafiłem na booktubie, słuchając zachwytów osoby, z której opiniami bardzo się liczę. Młody Węgier porzuca żonę podczas podróży poślubnej, by wrócić do młodzieńczego postrzegania świata. Mamy więc powrót do przeszłości - do młodzieńczej naiwności, prostych prawd, ale też buntu i porzucania konwenansów. Mamy też niejako dwie podróże: ta poślubna, która w penym momencie zatrzymuje się i przeradza w drugą - do krainy dzieciństwa i wczesnej młodości, zapomnianych przyjaźni i porzuconych ideałów. To jest tak, jakby bohater powieści w pewnym (ważnym!) momencie swojego życia otrząsnął się : " gdzie ja jestem i co ja tutaj robię?", po czym stwierdził, że nie tędy droga. I że tej drogi trzeba zacząć szukać na nowo. Lepiej późno niż wcale - chciałoby się powiedzieć po przeczytaniu całości. środa, 12 lutego 2020
Kontener
Bieńczyka mogę zawsze i na każdy temat. Tym razem przechodzimy z autorem przez żałobę po śmierci matki. W jakiś sposób książka koresponduje z Rzeczami, których nie wyrzuciłem Marcina Wichy , jednak to zupełnie co innego. Tu jest więcej mierzenia się ze śmiercią a także z bólem i stratą. Nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że książka jest pożegnaniem i jednocześnie swoistą autoterapią. Czytałem powoli, z rozmysłem i szacunkiem - bo tak chyba należy. Smakowałem te treści, wbrew pozorom bardzo szerokie w swojej tematyce - bo wiele u Bieńczyka : mędrca i erudyty - wtrąceń i odniesień do kultury, literatury, historii, medycyny (esej o oddechu: arcydzieło!) i wielu wielu innych dziedzin.
poniedziałek, 3 lutego 2020
Z głowy
Janusz Głowacki
To nie jest autobiografia w sensie ścisłym. Nazwałbym książkę raczej zbiorem felietonów autobiograficznych, luźnych historii z różnych okresów życia. Z każdym przeczytanym felietonem przechodzimy przez życie autora - od smętnych czasów PRL, przez emigrację w Nowym Jorku aż po "nową Polskę". Wszystko napisane barwnym językiem, z właściwymi Głowackiemu poczuciem humoru, ironią i cynizmem, a nade wszystko: dystansem do siebie. Książka aż skrzy się od anegdot, mamy tu specyficzne, alternatywne spojrzenie na historię Polski ze szczególnym uwzględnieniem życia literackiego i artystycznego. Do przeczytania "jednym tchem", z uśmiechem na twarzy.
To nie jest autobiografia w sensie ścisłym. Nazwałbym książkę raczej zbiorem felietonów autobiograficznych, luźnych historii z różnych okresów życia. Z każdym przeczytanym felietonem przechodzimy przez życie autora - od smętnych czasów PRL, przez emigrację w Nowym Jorku aż po "nową Polskę". Wszystko napisane barwnym językiem, z właściwymi Głowackiemu poczuciem humoru, ironią i cynizmem, a nade wszystko: dystansem do siebie. Książka aż skrzy się od anegdot, mamy tu specyficzne, alternatywne spojrzenie na historię Polski ze szczególnym uwzględnieniem życia literackiego i artystycznego. Do przeczytania "jednym tchem", z uśmiechem na twarzy.czwartek, 30 stycznia 2020
Opowieść o miłości i mroku. Powieść autobiograficzna
Amos Oz
To najlepsza autobiografia jaką życiu przeczytałem. Po pierwsze piękne pisanie Amosa Oza: zdania, które czytelnik smakuje i przeżywa. Po drugie mądrość autora. Po trzecie wreszcie historia życia - i kawał historii współczesnego świata. Dzieje rodziny, która opuszcza Europę by tworzyć państwo Izrael. Momentami czyta się to dzieło jak powieść sensacyjną, innym razem jak głęboką powieść filozoficzną a jeszcze innym jak historyczną - również z uwzględnieniem historii literatury.Wielka literatura.
wtorek, 28 stycznia 2020
Śmiertelność
Christopher Hitchens
Ostatnia - w zasadzie nieukończona - książka autora, którą pisał cierpiąc na raka przełyku. Hitchens - zatwardziały ateista snuje w niej rozważania o śmierci, o odchodzeniu. Jest w niej dużo o ciele ludzkim - z własną cielesnością autor się zmaga - ale jest też o ludzkim duchu - o godnosci, człowieczeństwie. Jest wreszcie o tym kim jest człowiek? Świadectwo zgody autora na siebie , na świat i życie w pełnym jego wymiarze. Również w wymiarze śmierci. Przejmujące.
wtorek, 21 stycznia 2020
Pianie kogutów, płacz psów
Wojciech Tochman


Kolejna trudna książka. Kambodża - kraj po ludobójstwie oczami Wojciecha Tochmana. Rzecz o wyparciu i znieczulicy. Rzecz o chorych psychicznie traktowanych jak zwierzęta, trzymanych latami w klatkach, skuwanych łańcuchami. Rzecz o nędzarzach, ludziach wyrzucanych na margines, gdy tylko przestaną być produktywni. Rzecz o zbieraczach śmieci, ludzi wyrzucanych z domów w imię deweloperskich interesów, młodocianych prostytutkach, o dystansie rodziców względem własnych dzieci - nazwijmy to nieczułością. Każda opowieść to jakaś nowa trauma, nowe cierpienie i nowa ludzka bezduszność. Wszystko się dzieje dziś... To taki zbiór reportaży, który człowiek - gdy przeczyta - musi odchorować.
wtorek, 7 stycznia 2020
Opowiadania kołymskie t.I Pierwsza śmierć
Warłam Szałamow
Swego rodzaju pamienik Szałamowa z czasów pobytu w sowieckim obozie na Kołymie. Zbiór historii obozowych - świetnie napisanych. Niemniej rzecz jest na tyle mroczna i trudna, że nie wiem, czy kiedykolwiek sięgnę po kolejne tomy. Rzeczywistość sowieckich łagrów z pierwszej ręki - jest kilka podobnych pozycji - ot choćby Sołżenicyn czy Czapski pisali taką obozową literaturę. Szałamow jednak pisze bardzo sugestywnie, każde opowiadanie to jakaś ludzka historia, zazzwyczaj przeraźliwie smutna. Mało tam nadziei, dużo walki o przetrwanie a co za tym idzie ludzkiej podłości, najgorszych człowieczych instynktów. I smutek - przeraźliwy i bezbrzeżny.
Swego rodzaju pamienik Szałamowa z czasów pobytu w sowieckim obozie na Kołymie. Zbiór historii obozowych - świetnie napisanych. Niemniej rzecz jest na tyle mroczna i trudna, że nie wiem, czy kiedykolwiek sięgnę po kolejne tomy. Rzeczywistość sowieckich łagrów z pierwszej ręki - jest kilka podobnych pozycji - ot choćby Sołżenicyn czy Czapski pisali taką obozową literaturę. Szałamow jednak pisze bardzo sugestywnie, każde opowiadanie to jakaś ludzka historia, zazzwyczaj przeraźliwie smutna. Mało tam nadziei, dużo walki o przetrwanie a co za tym idzie ludzkiej podłości, najgorszych człowieczych instynktów. I smutek - przeraźliwy i bezbrzeżny.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

