Wybór felietonów autora zamieszczanych we włoskim tygodniku L'Espresso. Niektóre - jak znakomity tytułowy - znane mi wcześniej z Zapisków na pudełku od zapałek. Eco ma świetne poczucie humoru i niemal każdy z felietonów czyta się z szerokim uśmiechem. Porcjowałem sobie materiał, czytając przez miesiąc przy porannej kawie, na początek dnia. Książka jest swego rodzaju poradnikiem, bowiem tytuł każdego z felietonów zaczyna się pytaniem jak?. Mamy więc Jak grać indianina - wesołe spojrzenie na scenariusze amerykańskich westernów, Jak radzić sobie z taksówkarzem - taksówkarskie doświadczenia autora z całego świata, Jak nie mówić "dokładnie" - ooo! ten dałbym do przeczytania paru osobom i wiele wiele innych (swoją drogą: szkoda, że nie powstał felieton Jak nie mówić "tak?" ale można rzecz otraktować na zasadzie analogii) i wiele wiele innych, a każdy temat - że tak napiszę - z innej parafii. Wszystko bardzo smakowite, ciekawe, w każdym z tekstów znać olbrzymią erudycję autora, wysmakowany humor, dystans do siebie i do "rzeczy tego świata".niedziela, 29 października 2017
Jak podróżować z łososiem
Umberto Eco
Wybór felietonów autora zamieszczanych we włoskim tygodniku L'Espresso. Niektóre - jak znakomity tytułowy - znane mi wcześniej z Zapisków na pudełku od zapałek. Eco ma świetne poczucie humoru i niemal każdy z felietonów czyta się z szerokim uśmiechem. Porcjowałem sobie materiał, czytając przez miesiąc przy porannej kawie, na początek dnia. Książka jest swego rodzaju poradnikiem, bowiem tytuł każdego z felietonów zaczyna się pytaniem jak?. Mamy więc Jak grać indianina - wesołe spojrzenie na scenariusze amerykańskich westernów, Jak radzić sobie z taksówkarzem - taksówkarskie doświadczenia autora z całego świata, Jak nie mówić "dokładnie" - ooo! ten dałbym do przeczytania paru osobom i wiele wiele innych (swoją drogą: szkoda, że nie powstał felieton Jak nie mówić "tak?" ale można rzecz otraktować na zasadzie analogii) i wiele wiele innych, a każdy temat - że tak napiszę - z innej parafii. Wszystko bardzo smakowite, ciekawe, w każdym z tekstów znać olbrzymią erudycję autora, wysmakowany humor, dystans do siebie i do "rzeczy tego świata".
Wybór felietonów autora zamieszczanych we włoskim tygodniku L'Espresso. Niektóre - jak znakomity tytułowy - znane mi wcześniej z Zapisków na pudełku od zapałek. Eco ma świetne poczucie humoru i niemal każdy z felietonów czyta się z szerokim uśmiechem. Porcjowałem sobie materiał, czytając przez miesiąc przy porannej kawie, na początek dnia. Książka jest swego rodzaju poradnikiem, bowiem tytuł każdego z felietonów zaczyna się pytaniem jak?. Mamy więc Jak grać indianina - wesołe spojrzenie na scenariusze amerykańskich westernów, Jak radzić sobie z taksówkarzem - taksówkarskie doświadczenia autora z całego świata, Jak nie mówić "dokładnie" - ooo! ten dałbym do przeczytania paru osobom i wiele wiele innych (swoją drogą: szkoda, że nie powstał felieton Jak nie mówić "tak?" ale można rzecz otraktować na zasadzie analogii) i wiele wiele innych, a każdy temat - że tak napiszę - z innej parafii. Wszystko bardzo smakowite, ciekawe, w każdym z tekstów znać olbrzymią erudycję autora, wysmakowany humor, dystans do siebie i do "rzeczy tego świata".wtorek, 24 października 2017
Krivoklat
Jacek Dehnel
Po Krivoklata sięgnąłem z czystej ciekawości. Całkiem niedawno czytałem Bernharda, z jego bardzo specyficzną narracją i skoro Krivoklat ma być pastiszem prozy Bernharda - byłem ciekaw jak Dehnel sobie poradzi. Poradził sobie! Proza soczysta, smakowita i - podobnie jak u Bernharda transowa. Pisana w pierwszej osobie historia Krivoklata - gościa oblewającego kwasem dzieła sztuki, wieloletniego pacjenta zakładów psychiatrycznych. Krivoklat to studium szaleństwa - czytając widzimy niejako to, co dzieje się w głowie bohatera powieści, a ciąg myśli jest tak przekonywujący i na swój sposób sugestywny, że ostatecznie prawie bohatera rozumiemy. Jako swego rodzaju sztafaż autor podaje czytelnikowi solidną porcję wiedzy na temat malarstwa.
Po Krivoklata sięgnąłem z czystej ciekawości. Całkiem niedawno czytałem Bernharda, z jego bardzo specyficzną narracją i skoro Krivoklat ma być pastiszem prozy Bernharda - byłem ciekaw jak Dehnel sobie poradzi. Poradził sobie! Proza soczysta, smakowita i - podobnie jak u Bernharda transowa. Pisana w pierwszej osobie historia Krivoklata - gościa oblewającego kwasem dzieła sztuki, wieloletniego pacjenta zakładów psychiatrycznych. Krivoklat to studium szaleństwa - czytając widzimy niejako to, co dzieje się w głowie bohatera powieści, a ciąg myśli jest tak przekonywujący i na swój sposób sugestywny, że ostatecznie prawie bohatera rozumiemy. Jako swego rodzaju sztafaż autor podaje czytelnikowi solidną porcję wiedzy na temat malarstwa.wtorek, 10 października 2017
Ludzie i zwierzęta
Antonina Żabińska
Autorka tej autobiografii - żona Jana Żabińskiego, długoletniego dyrektora warszawskiego zoo, jest postacią wielkiego formatu. Cokolwiek by nie myśleć o ogrodach zoologicznych warto zapoznać się z tymi wspomnieniami, z których większa część obejmuje okres II Wojny Światowej oraz wczesne lata powojenne. Kawał wielkiej historii opowiedzianej przez pryzmat doświadczeń autorki. Z jednej strony zwierzęta: smutna historia zniszczenia zoo i tragiczny los zwierząt, historia tych, które były najbliżej: wydry, borsuka, koguta , kota, chomika... - one i ich związek z ludźmi - autorką, jej synem, gosposią, domownikami- tworzyły jakby tło, pewien sztafaż opowieści. Na pierwszym planie byli jednak ludzie - ze wspomnień rysuje się przede wszystkim jasna, silna postać autorki, syna Rysia, domowników, osób ratowanych - żydowskich przyjaciół i w końcu męża Jana. Wojna widziana przez pryzmat codzienności - postawy, decyzje, dylematy , napięcie, nerwy, niepewność - w każdej z opisanych historii widać mądrość, zaradność i swoistą przebiegłość autorki, która przeprowadziła całą swoją gromadkę przez ten trudny czas i przyczyniła się - chyba nawet bardziej niż mąż - do szybkiej odbudowy warszawskiego zoo. Wszystko napisane prostym, lekko trącącym myszką językiem.
poniedziałek, 25 września 2017
Platforma
Michel Houellebecq
Jak zwykle - gdy czytam Houellbecqa uczucia mam mieszane, ale czytam... coś mnie do niego pcha. I nie wiem czy powieść jest krytyką zgniłego zachodu i szerzej : współczesnego świata bogatych i średniozamożnych nastawionego na konsumpcję i przyjemność, czy raczej powieścią pod publiczkę nastawioną na wywołanie małego skandaliku? Skandalik miałby wynikać z ocierających się o pornografię opisów aktów seksualnych - choć owe opisy są raczej marginalne. Przyznać trzeba wiele we mnie zostało. Bo gdy człowiek czyta o życiu tych bogatych hedonistów, o turystyce seksualnej, o przelewających się pieniądzach i ziwązkach, które trudno nazwać miłością gdzieś z tyłu głowy pojawiają się pytania najgłębsze: o sensie, o celu, o człowieczeństwie, wreszcie o współczesnej cywilizacji - i może o te właśnie pytania chodzi autorowi? Końcówka książki, w której mamy swego rodzaju zderzenie owego "zgniłego zachodu" z muzułmańskim fundamentalizmem - na swój sposób prorocza - wszak Platforma ukazała się w 2001 roku.
Jak zwykle - gdy czytam Houellbecqa uczucia mam mieszane, ale czytam... coś mnie do niego pcha. I nie wiem czy powieść jest krytyką zgniłego zachodu i szerzej : współczesnego świata bogatych i średniozamożnych nastawionego na konsumpcję i przyjemność, czy raczej powieścią pod publiczkę nastawioną na wywołanie małego skandaliku? Skandalik miałby wynikać z ocierających się o pornografię opisów aktów seksualnych - choć owe opisy są raczej marginalne. Przyznać trzeba wiele we mnie zostało. Bo gdy człowiek czyta o życiu tych bogatych hedonistów, o turystyce seksualnej, o przelewających się pieniądzach i ziwązkach, które trudno nazwać miłością gdzieś z tyłu głowy pojawiają się pytania najgłębsze: o sensie, o celu, o człowieczeństwie, wreszcie o współczesnej cywilizacji - i może o te właśnie pytania chodzi autorowi? Końcówka książki, w której mamy swego rodzaju zderzenie owego "zgniłego zachodu" z muzułmańskim fundamentalizmem - na swój sposób prorocza - wszak Platforma ukazała się w 2001 roku.sobota, 16 września 2017
Międzymorze. Podróże przez prawdziwą i wyobrażoną Europę Środkową
Ziemowit Szczerek
Przejechał Ziemowit Szczerek od morza (Bałtyckiego) do morza (Adriatyku) i zrobił z tego fascynującą książkę reporterską. Bardzo na czasie, bo przecież uknuta przez Piłsudskiego idea odżywa ostatnio za sprawą naszych niemiiłościwie panujących. Szczerek jeździ, obserwuje, rozmawia - przesiaduje w barach,słucha so ludzie gadają, spotyka się z lokalnyi działaczami, patrzy na polityczne mapy w krajach , które odwiedza, słucha piosenek, czyta prasę. I wszystko to popisuje swoim barwnym, szczerkowym językiem, pełnym wtrętów, aluzji, odniesień. Próbuje znaleźć jakieś części wspólne - dla większości odwiedzanych jest to słowiańskość, jednak potrafił też pokazać jak różna jest ta słowiańskość i jak inne jest jej rozumienie w różnych regionach. Patrzy Szczerek i opisuje: kto się czubi, kto się lubi. Nie odpowiada na pytanie czy te międzymorskie puzzle da się jakoś ułożyć w jeden spójny i czytelny kształt, czy jest li "międzymorze" czymś spójnym i prawdziwym czy raczej wyobrazonym - bo chyba nie to było celem tej książki - ale uważny czytelnik sam łatwo wyciągnie wnioski. LC 8/10
Przejechał Ziemowit Szczerek od morza (Bałtyckiego) do morza (Adriatyku) i zrobił z tego fascynującą książkę reporterską. Bardzo na czasie, bo przecież uknuta przez Piłsudskiego idea odżywa ostatnio za sprawą naszych niemiiłościwie panujących. Szczerek jeździ, obserwuje, rozmawia - przesiaduje w barach,słucha so ludzie gadają, spotyka się z lokalnyi działaczami, patrzy na polityczne mapy w krajach , które odwiedza, słucha piosenek, czyta prasę. I wszystko to popisuje swoim barwnym, szczerkowym językiem, pełnym wtrętów, aluzji, odniesień. Próbuje znaleźć jakieś części wspólne - dla większości odwiedzanych jest to słowiańskość, jednak potrafił też pokazać jak różna jest ta słowiańskość i jak inne jest jej rozumienie w różnych regionach. Patrzy Szczerek i opisuje: kto się czubi, kto się lubi. Nie odpowiada na pytanie czy te międzymorskie puzzle da się jakoś ułożyć w jeden spójny i czytelny kształt, czy jest li "międzymorze" czymś spójnym i prawdziwym czy raczej wyobrazonym - bo chyba nie to było celem tej książki - ale uważny czytelnik sam łatwo wyciągnie wnioski. LC 8/10poniedziałek, 11 września 2017
Lolek
Adam Wajrak
To jest właściwie książeczka z nutką edukacyjną, przeznaczona dla dzieci i młodzieży, jednak każdy zwierzolub i psiarz przeczyta ją z ogromną przyjemnością - kupiłem ją solidaryzując się z autorem, którego działalność publiczną i twórczość bardzo popieram. Jest to historia pieska, w połowie fikcyjna, w połowie prawdziwa. Lolek był pieskiem znalezionym i oswojonym przez autora. Druga część książki jest właśnie o tym oswojeniu i zdobywaniu zaufania. W związku z tym, że piesek znaleziony został w strasznym stanie i bał się ludzi, autor w pierwszej części napisał wyobrażoną i smutną historię życia Lolka. Całość piękna,wzruszająca z happy endem - i jak to u Wajraka - wiele się można dowiedzieć o życiu i obyczajach zwierząt - tym przypadku psów. Świetne, niebanalne ilustracje Michała Andryszczuka!
niedziela, 3 września 2017
Samotność
Hubert Klimko - Dobrzaniecki

LC 7/10

Dobre! - to moje pierwsze spotkanie czytelnicze z Klimko - Dobrzanieckim i przez dłuższą chwilę miałem wrażenie, że ostatnie. Trudno bowiem było mi wejść w konwencję i - jako że czytam dużo wspomnień i dzienników - przyjąć pisanie w pierwszej osobie jako literacką fikcję. Bohater Samotności - Bruno jest postacią o dziwnym życiu i poglądach niepopularnych. Jest taką kompilacją podwórkowego buraka i znudzonego życiem intelektualisty. Autor przedstawia jego świat , pozornie poukładane życie, myślenie i działanie. Zwłaszcza myślenie, które w samotnym świecie Bruna w pewnym momencie zaczyna biec torem niebezpiecznym i nieprzewidywalnym... Klimaty trochę jak u Bernharda, trochę jak u Houellebecka.
LC 7/10
Subskrybuj:
Posty (Atom)

